sobota, 24 marca 2012

Unikatowość istnienia


Czy jest możliwe trafiać szóstkę w totka, co tydzień, za każdym razem, przez milion lat ?

Możliwe, lecz mało prawdopodobne. Bardzo bardzo mało prawdopodobne.
Czy istnieje coś jeszcze mniej prawdopodobnego ?

Tak - Twoje narodziny.
Przyjrzyjmy się temu krok po kroku.




Przodkowie
  1. Twoje narodziny nastąpiły ponieważ spotkali się Twoi rodzice
  2. Narodziny Twoich rodziców nastąpiły, ponieważ spotkali się Twoi dziadkowie
  3. Narodziny Twoich dziadków nastąpiły, ponieważ spotkali się Twoi pra dziadkowie



Jak widać, na pierwszy rzut oka, każdy z nas posiada :

2 rodziców
4 dziadków
8 pra dziadków
16 pra pra dziadków
32 pra pra pra dziadków

I tak dalej. Jak widać układa się to w pewien ciąg :)
Można go zapisać tak :

Liczba przodków = 2 do potęgi "x" pra przodków, gdzie "x-2" jest liczbą przedrostków "pra".
Wynika z tego, że mamy np.

2 048 pra pra pra pra pra pra pra pra pra dziadków
lub
1 048 576 pra pra pra pra pra pra pra pra pra pra pra pra pra pra pra pra pra pra dziadków

Milion "pra x 18" dziadków... imponujące. Zakładając, że jedno pokolenie to około 20 lat, znaczyłoby to, że 18*20=360 lat temu, mieliśmy milion przodków. Oczywiście niemożliwym jest, aby każdy z nas miał w roku 1652 milion różnych przodków. Stąd wniosek, że wszyscy na jakimś etapie przeszłości jesteśmy ze sobą spokrewnieni. Jedna wielka rodzina.

Jednakże jeśli pójdziemy dalej tym tokiem rozumowania, dotrzemy do czasów, w których liczba naszych przodków będzie większa niż liczba ludzi na tej planecie. Przyczyną tego pozornego paradoksu, jest uproszczenie, które przyjęliśmy. Pominęliśmy kilka rzeczy :
  • związki kuzynów z kuzynkami
  • związki sióstr z braćmi (niekoniecznie z jednego domu)
  • związki młodszego pokolenia ze starszym
  • wielodzietność z wieloma ojcami
  • wielo-ojcostwo z wieloma matkami

Sytuacje te zaniżają ilość naszych "różnych" przodków, bo część z nich staje się wspólna. A ponieważ im dalej w przeszłość, tym mniej jest ludzi, takie założenie staje się koniecznością. Nie bądźmy jednak dla naszych przodków zbyt surowi. Pamiętajmy, że dawniej ludzie żyli w dużo mniejszych skupiskach, oddalonych od siebie a podróże były rzadkością. A że ludzie rozmnażać się chcieli, to cóż zrobić ;)

Aby jakoś oszacować prawdopodobieństwo naszego życia, interesuje nas istnienie każdego z przodków w konkretnym miejscu i czasie i dokładnie w takiej kolejności czasowej po sobie, jak to miało miejsce. Brak dowolnego elementu spowoduje, że cały ciąg się zmienia i na jego końcówce mamy inny wynik, domek z kart na którego szczycie siedzimy, sypie się - przestajemy istnieć. A jak wysoki jest nasz domek z kart ? O tym za chwilę.



Spotkania

Samo prawdopodobieństwo istnienia każdego z osobna i wszystkich naraz, naszych przodków może być nieco nieintuicyjne, przełóżmy to więc na prawdopodobieństwo dobierania się w pary. Takich spotkań jest pewna określona liczba, będąca liczbą spotkań na danym poziomie ORAZ na wszystkich następnych poziomach, przykładowo :

Abyś się urodził, konieczne jest :
Od 2 rodziców:  1 spotkanie Twoich rodziców
Od 4 dziadków:  2 spotkania Twoich dziadków + 1 spotkanie Twoich rodziców = 3
Od 8 pradziadków: 4 spotkania pra dziadków + 2 spotkania dziadków + 1 spotkanie rodziców = 7


Jak widać, wszystkich koniecznych spotkań jest niemal tyle samo co wszystkich przodków na danym poziomie w naszym "idealnym" modelu genealogicznym.

Czym jest takie spotkanie ? To oczywiście sytuacja, w której dwoje różnych ludzi rodzi się, dojrzewa, nabiera cech charakteru które przypadną do gustu akurat tej konkretnej drugiej osobie, następnie spotyka się, brnie przez perypetie życiowe, historyczne, bytowe, zdrowotne i rodzinne a następnie wydaje dziecko.

Czy to jest mało prawdopodobne ? Nie. Dzieje się to stale i jest powszechne. Ale pamiętajmy, że abyśmy istnieli my, nie dowolna osoba, ale właśnie konkretnie MY, to cały ten proces MUSIAŁ zajść dokładnie w takim ułożeniu w jakim zaszedł. I to w wypadku KAŻDEGO jednego, z setek i tysięcy naszych przodków. A to już jest niezwykle, niewyobrażalnie wręcz mało prawdopodobne.



Efekt motyla

Jak by tego było mało, wspomnijmy o tzw. efekcie motyla. Można powiedzieć, że jest to efekt który sprawia, iż każde, nawet najmniejsze i najmniej znaczące wydarzenie, determinuje wydarzenia przyszłe, czyli wpływa na to jaki przebieg będzie miała przyszłość. Przykładowo - idziecie ulicą i schylacie się po 10zł, opóźnienie w marszu sprawia że wpadacie na człowieka który by Was minął, gdyby nie te 10zł. Facet okazuje się chamem i wyzywa Was od najgorszych, ciśnienie skacze powodując zawał serca. Czy to 10zł spowodowało zawał serca ? Nie, to pewien ciąg zdarzeń, który rozpoczął się od 10zł.

Czy aby na pewno rozpoczął się od tych 10zł ? Banknot nie pojawił się na ziemi znikąd, lecz jest on efektem innego ciągu zdarzeń, a tamten efektem jeszcze innego. Co ważniejsze, wpływ na Waszą śmierć miał nie tylko ciąg banknotowy, ale wszystkie inne ciągi. Nieskończona liczba ciągów. Ciąg chama, ciąg banknotu, ciąg osoby która go zgubiła, ciąg naszego życia, ciąg życia wszystkich ludzi i wszystkich zdarzeń. Nieskończona liczba kombinacji różnych efektów motyla, pomnożona przez całą historię każdego atomu na Ziemi.




Jak daleko wstecz sięga moja rodzina ?

Jeśli mówimy o historii rodziny zamkniętej w ramach gatunku homo sapiens, wówczas mamy około 200 000 lat. Taka jest historia naszej, mojej, Twojej rodziny. Mniej więcej 10 000 pokoleń następujących po sobie a każde z nich w konkretnej unikatowej konfiguracji, która sumarycznie buduje nasz domek z kart, na którego szczycie jesteśmy my. Zakładając że jeden segment "domku" ma wysokość około 6 cm, cały domek ma wysokość 600 metrów a każdy segment to życie i perypetie jednego pokolenia ludzi, który dołożyli "swoje" do naszego powstania.

Czy jednak na tym się kończy ? Biegnąc wstecz po liniach rodowodu każdego człowieka, dojdziemy do afrykańskich stepów i ludów koczowniczych (jakby sama różnica w ilości melaniny w skórze nie pokazywała jak niedorzeczny jest rasizm, to mamy jeszcze to... wszyscy mamy czarne korzenie).



Dalej w przeszłość

Oczywiście ludzie nie pojawili się znikąd. Idea nagłego wypączkowania ludzi z nicości za sprawą nadprzyrodzonej mocy z nieba, to próba wyjaśnienia skąd wzięli się ludzie, dokonana przez naszych przodków tysiące lat temu, których dzisiaj nazwalibyśmy edukacyjnie upośledzonymi, o co nawiasem mówiąc nie należy ich winić, bo oni przecież nie dysponowali żadną wiedzą na temat historii człowieka, wiecie, taką wiedzą którą dysponujemy my, dzisiaj... ehm. No więc, cofając się po coraz wcześniejszych etapach ewolucji, mijamy kolejne tysiące i miliony pokoleń istnień i spotkań.

Mija 500 milionów lat wstecz - pierwsze strunowce (nasi!), miliard lat - pierwsze organizmy wielokomórkowe, 3 miliardy lat - pierwsze organizmy jednokomórkowe. Jeszcze chwila dalej i powstaje coś co na zawsze zmienia oblicze tej planety - powstaje replikator, rzecz która kopiuje samą siebie, co rozpoczyna niesamowity ciąg zdarzeń ewolucyjnych trwający do dzisiaj i którego efektem jesteśmy my i wszystko żywe co widzimy wokół. Po drodze niezliczone kataklizmy, erupcje, powodzie, trzęsienia, upadki asteroid, wybuchy słoneczne, zmiany atmosfery, zlodowacenia, rozgrzewania i znów oziębienia, ruchy kontynentów itd. itd. itd.



I jeszcze dalej...


Prawdopodobieństwo w tym momencie jest już nieskończenie małe. A jednak... jest jeszcze mniejsze. Ziemia nie narodziła się wraz z początkiem Wszechświata. Atomy z jakich jesteśmy zbudowani nie powstały na tej planecie. Ciągi zdarzeniowe obniżające prawdopodobieństwo sięgają jeszcze dalej. Moglibyśmy śledzić atomy i dalej zmniejszać prawdopodobieństwo, śledząc historię każdej cząstki elementarnej i jej wpływ na każdą inną cząstkę elementarną z osobna przez 14 miliardów lat historii. Moglibyśmy cofnąć się do samego początku czasu, gdybyśmy wcześniej nie zadali sobie pytania czy ma to jakikolwiek sens.



Konkluzje ?

Nie musimy cofać się aż tak daleko by dostrzec, że liczba możliwych "ścieżek" była nieskończona. Obliczmy zatem jakie jest prawdopodobieństwo naszego istnienia. Wynosi ono powiedzmy tyle :


Jest nieskończenie małe, ale nie zerowe. Efekt motyla sprawia, że każde zdarzenie (nawet na poziomie atomowym) wpływa na kolejne zdarzenia. A więc można powiedzieć, że w każdej nanosekundzie naszego życia, otwierają się kolejne alternatywne ścieżki - nowych ciągów zdarzeniowych, których efekty narastają od poziomu najmniejszych cząstek elementarnych do poziomu największych struktur Wszechświata. Im większy upływ czasu, tym większa ilość ścieżek "pominiętych" i tym większy efekt początkowego "wahnięcia" inicjującego dalszy ciąg.


Kadr z filmu "Oszukać przeznaczenie 2", ze słynnej sekwencji na autostradzie - pęknięcie jednego ogniwa łańcucha powoduje rozpoczęcie nowego ciągu zdarzeń zmieniających rzeczywistość bezpowrotnie.


I nieskończenie różne ścieżki ewolucji biologicznej...

Wyobraźmy sobie, że człowiek nigdy nie wyewoluował a na Ziemi nie ma lądów, same morza. Możliwe ? Oczywiście. Wybrzuszenia zwane lądami, to tylko efekty akurat takiej konfiguracji ruchów skorupy ziemskiej. Równie dobrze mogłoby ich nie być. I mamy inteligentną rasę - przylgi morskie, które opanowały ocean i są tak niesamowicie inteligentne, że już nawet opanowały broń jądrową i zaczęły się wzajemnie zabijać w imię mitycznych stwórców - Rybogów. W pewnym domu, jedna przylga czyta bloga innej przylgi o tym, że mogłoby ich świata wcale nie być, a zamiast nich Wodą władałyby obrzydliwe, dwunożne, nagie i bezbronne Człapaki Pionowe i to one wytworzyły cywilizację. Jak bardzo żal byłoby przyldze czytającej te słowa. Jak niewyobrażalne byłoby wyobrażenie sobie tego.



Sens ?


Wszystkich ciągów zdarzeniowych mogła być nieskończona liczba. W każdej sekundzie, nieskończona liczba otwartych dróg. Natomiast "nasza ścieżka" to szlak pomiędzy tymi wyborami od początku czasu, do czasu obecnego i naszych narodzin.



Dlaczego więc istniejemy ? Każdy z nas ? Jednoczesne rozpatrywanie istnienia wszystkich nas razem nie ma żadnego sensu dla nas samych, bo gdyby nie było ludzi których znamy, to byliby inni i to ich byśmy znali, zatem załamanie ciągu dla naszych znajomych / krewnych (tych w bok) nie powinno nas zbytnio przerażać, bo mielibyśmy innych, nic o obecnych nie wiedząc. Ale... załamanie naszego własnego ciągu to już inna historia. Prawdopodobieństwo tego, że wszystkie efekty motyla, wszystkich ludzi, organizmów, materii nieożywionej, od początku czasu, ułożyły się DOKŁADNIE w taki sposób, że się urodziliśmy na końcu tego ciągu... jest małe. A jednak żyjemy !

Może to nam coś mówi... Może mówi nam to, że nie jesteśmy celowym rezultatem nieskończonej ilości nieskończenie nieprawdopodobnych przypadków, ale że jesteśmy akurat takim efektem, akurat takiego ciągu przypadków. W zasadzie wydaje się to oczywiste, ale implikuje różne niepokojące myśli, choćby to jak nieskończenie kruche są nasze podstawy, 100 lat temu 1 kropla deszczu mogła przyczynić się do zmiany kursu ścieżki. 5 miliardów lat temu 1 atom mógł sprawić, że nasza ścieżka zboczyła z kursu i nigdy do nas nie doszła.

Jeszcze gorsza jest myśl o bezznaczeniowości naszego postępowania. Zauważmy, że nasza ścieżka biegła przez różne żywota różnych ludzi. Mędrców i głupców, dobrodziejów i morderców, filantropów i złodziei. I doszła do nas. Załóżmy, że 500 lat temu ktoś zabił człowieka, który rok później zakochałby się kobiecie która urodziła Twojego pra pra... dziadka, ponieważ ktoś go zabił, to z Twoją przodkinią ożenił się kto inny, dzięki czemu 500 lat później rodzisz się Ty. Gdyby morderca był dobrym człowiekiem, Ciebie nie było by dzisiaj na świecie. Teraz wyobraźmy sobie, że nasze wybory, wpływają na to jacy ludzie urodzą się w przyszłości, ludzie tacy jak my. Jeśli urodzą się jedni, to nie urodzą się inni. A liczba tych, którzy się nie urodzą (alternatywnie) jest nieskończenie większa niż liczba tych którzy się urodzą. I to NIEZALEŻNIE od tego kim będziemy za życia.

Czy to nie jest przerażające ?

Zatem, przynajmniej w takim ujęciu, rozpatrywanie jakiegokolwiek "wyższego" sensu istnienia, moralności, czy indywidualizmu, niż tylko dążenie do własnego szczęścia (poprzez egoizm lub altruizm), jest nieporozumieniem. Ale o to w końcu chodzi. Wspólnym mianownikiem każdej filozofii jest dążenie do szczęścia.






Zagadka Bystrzaka !

- Na ziemi istnieje obecnie około 40 milionów gatunków. Natomiast szacuje się, że w całej historii Ziemi wyginęło 99% wszystkich gatunków, jakie kiedykolwiek ją zamieszkiwały. Ile gatunków wyginęło ?

- Narysuj drzewko genealogiczne, w którym Twój syn jest bratem Twojego ojca



Bonus !

Odwróćmy temat do góry nogami. Z teorii gier wiemy, że każda gra mająca skończoną liczbę kombinacji da się przewidzieć, jest na nią sposób. Np kółko i krzyżyk - istnieje strategia tej gry, która nie pozwala przegrać. Nigdy. Możemy przewidzieć każdą ścieżkę, wykonać odpowiedni ruch i nigdy nie przegrać. Podobnie szachy. Dla gry kółko i krzyżyk liczba możliwych ruchów jest stosunkowo niewielka a nauczenie strategii proste. Dla szachów jest to już liczba astronomiczna a poznanie wszystkich możliwych kombinacji ruchów od aktualnego do ostatniego, jest problemem nietrywialnym, chociaż możliwym do złamania przy użyciu odpowiednio potężnego komputera (taki na razie nie istnieje).

Puszczając wodze wyobraźni, załóżmy przez moment, że Wszechświat jest grą a pionkami są elementarne cząstki i oddziaływania, natomiast ich wzajemne relacje są możliwymi ruchami, na szachownicy tego czym Wszechświat jest. Mając więc komputer o mocy zdolnej do przeprowadzenia takich kalkulacji, oraz posiadając wiedzę o aktualnej sytuacji na całej "szachownicy", bylibyśmy zdolni przewidzieć wszystkie kolejne ruchy, każdego pionka. I to nie "alternatywne" ścieżki, ale te jedne jedyne które zajdą, bo dysponując dokładną informacją, wiedzielibyśmy że cząstka elementarna X zostanie zdeterminowana przez takie i takie efekty, i da efekt Y a kwadrylion takich efektów które przewidzimy, zsumuje się i w wyniku wygeneruje w mózgu człowieka myśl o tym, aby zjeść jabłko leżące na stole. Zatem mówiąc wprost, przepowiadalibyśmy przyszłość. Nawiasem mówiąc, to że nie potrafimy przewidywać takich efektów, nie znaczy że one nie zachodzą, i że "tak sobie" wzięliśmy jabłko ze stołu... Ta myśl została zdeterminowana w taki właśnie sposób. I to tyle jeśli chodzi o wolną wolę :) Na nasze szczęście, nie da się wystarczająco dokładnie poznać aktualnego stanu szachownicy Wszechświata, z powodu tzw Zasady Nieoznaczoności Heisenberga, zatem również poznanie kolejnych ruchów staje się niemożliwe.




31 komentarzy:

  1. Naprawdę ciekawe artykuły.Czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli masa wszechświata jest skończona, to i skończona jest liczba jego elementów. Każdy element może oddziaływać z innymi na skończoną liczbą sposobów. W efekcie liczba kombinacji zachodzących między tymi elementami jest skończona, a zatem prawdopodobieństwo naszego istnienia w obecnym stanie nie wynosi 1/ nieskończoność, tylko 1/ bardzo dużo (albo też 1/ w h**)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obecnie nie wiadomo czy Wszechświat jest skończony czy nieskończony. Niemożliwym jest także przewidzenie zdarzeń na poziomie kwantowym. Zatem oszacowanie mocy zbioru również nie jest możliwe.

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Tak czy siak pochodzimy wszyscy od pary (kobiety i mężczyzny)chyba, że człowiek był np. organizmem o rozmnażaniu bez płciowym?, a przez miliony lat ewolucja zrobiła z nas organizmy o rozmnażaniu płciowym. moje stwierdzenia oparte na wiadomościach takich jak np. Kaszalot wcześniej łaził po ziemi a później zszedł do wody wytworzyły się płetwy z kończyn i jego ewolucja zrobiła z niego dobrego pływaka nikt nie zejdzie na taką głębokość jak on i na tak długo. Skąd się tak naprawdę wzięliśmy?, podobno od małpy, a małpa skąd od drzewa odrosła?. Pewne rzeczy nawet filozofom się nie śniły i tyle. I nie ma co szukać bo i tak pewne zjawiska są nie wytłumaczalne, choć człowiek próbuje je pojąć, tym małym móżdżkiem. Może kiedyś Bóg nam powie co ty sobie wyobrażałeś tam na ziemi, lepiej byś pomyślał o szanowaniu i kochaniu innych,a nie zabijaniu, (taka mała dygresja od co).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś obawiam się przykładem człowieka o zmodyfikowanej religią umysłowości, która nauczyła się, że nie warto analizować i szukać, bo pewne rzeczy i tak są niewytłumaczalne albo zrobili je bogowie, których wyroki są niezbadane. Na szczęście takie podejście prezentuje tylko ułamek ludzkości, bo gdyby było inaczej cywilizacja stałaby w miejscu. Postęp cywilizacyjny polega na braku zgody na stan obecny i ciągłym ulepszaniu, ciągłym głodzie nowej wiedzy i nowych odkryć, na zadawaniu pytań i szukaniu odpowiedzi. Ty prezentujesz rzadki pogląd dokładnie przeciwny.

      Usuń
    2. Większość jest raczej głodna chleba, a rzadki przykład człowieka o zmodyfikowanej przez ateizm umysłowości kazał zabijać ludzi, którzy zjadali korę i ziemię na Ukrainie.
      A świat do przodu popychają nieliczne jednostki, jak autystyk Michał Anioł, asprenger Albert Einstein, schizofrenik John Nash, cyklofrenik van Gogh, borderlinka Sylvia Plath, schizotyp Stanisław Ignacy Witkiewicz, czy nawet gej Freddy Mercury. To właśnie taki ułamek ludzkości tworzy postęp, większość to nawóz dla historii, lub ludzie, którzy uważają, że są w stanie wyjaśnić wszystko ot tak - racjonalizmem niepopartym na ogół empiryzmem, jak Lenin, Stalin, Hitler i profesor Środa.

      Usuń
    3. lub teolodzy, którzy mają rozległą wiedzę, chociaż sam nowy testament jest w sumie cienką książeczką, w dodatku trochę niespójną.

      Usuń
    4. Nie rozumiem, dlaczego z taką lubością wymieniałeś te wszystkie choroby i z jakich źródeł korzystałeś nabywając wiedzę o ułomnościach wymienionych postaci, gdyż większości z nich nie potwierdzają oficjalne źródła.
      Co do postępu, tworzy go każdy, kto w danej dziedzinie ma predyspozycje, talent, etc. Naprawdę nie trzeba być schizofrenikiem żeby, na podstawie obecnego stanu wiedzy, dochodzić do nowych wniosków, które popychają cywilizację do przodu.

      Usuń
    5. ty chyba do kościoła "ŁAZISZ"..........

      Usuń
  4. Tez ostatnio zastanawiałem sie nad tym na ile posiadamy wolną wolę a na ile wszystko jest zdeterminowane z góry. Wpadła mi do głowy jedna teoria - zakładając że wszechświat jest skończony (np jego granica jest tam gdzie dotarło światło od czasu wielkiego wybuchu):

    - wszystko jest zdeterminowane, gdyby użyć maszyny Turinga o pamięci umożliwiającej wczytanie stanu wszystkich elementów wszechświata, oraz gdybysmy znali wszystkie zasady fizyki, bylibyśmy w stanie przewidzieć (obliczyć) każdy przyszły lub przeszły stan. Gdyby natomiast problemem były efekty kwantowe, moznaby użyć niedeterministycznej maszyny Turinga

    - w teorii powyższy punkt jest możliwy, ale taka maszyna potrzebuje co najmniej tyle pamięci ile jest elementów we wszechświecie. Zbudowanie takiej maszyny nie jest możliwe w naszym wszechświecie, ponieważ zwyczajnie nie starczy miejsca

    - w teorii więc wszystko jest zdeterminowane, w praktyce - mamy idealną iluzję przypadkowosci. Niewykluczone ze istnieje inny wszechświat/wyższy wymiar, z którego widać nasz wszechświat i w którym odpowiednia moc obliczeniowa istnieje. Wtedy każdy z takiego wyzszego wszechświata byłby w stanie obliczyć nasza przeszłość i przyszłość. My jednak sami dla siebie jesteśmy jednak całkowicie nieprzewidywalni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co jest idealnym dowodem na brak wolnej woli. Co zaś obala wszystkie religie.

      Usuń
    2. No nie, tutaj na razie nie ma żadnego dowodu - podałem jedynie teorię. Ale zakładając, że jest prawdziwa - t.zn. w teorii da się przewidzieć każdy nasz ruch, nawet to nie udowadnia, że w wyższych wymiarach istnieje, lub nie, coś inteligentnego, o wyższej, niezrozumiałej dla nas inteligencji (taki np. przykład do zrozumienia - tak jak nasz ludzki świat jest kompletnie niepojmowalny dla bakterii, które po pierwsze nie mają takiej mocy obliczeniowej aby nas zrozumieć i w ogóle sobie wyobrazić)

      Poza tym w logice są rzeczy kompletnie niezależne od aksjomatów i tym samym niedowodliwe. Czyli NIE DA się w żaden sposób nawet naukowy udowodnić pewnej rzeczy. Jeżeli coś jest niedowodliwe lub nieosiągalne obliczeniowo - tutaj wchodzi WIARA.

      Dlatego wiara uzupełnia ludzkie życie tam gdzie nauka z definicji nie ma zasięgu. Wiara nie określa że coś jest prawdą. Po prostu ktoś w coś wierzy i ma do tego prawo i ma tak samo rację jak ktoś co wierzy w coś innego. Większość prostych ludzi nie jest w stanie tego pojąć i cały czas stara się obalić lub udowodnić jakąś religę.

      Naukowo nie da się niektórych rzeczy udowodnić lub obalić.

      Usuń
    3. Czy ta teoria nie wpadła Ci do głowy przypadkiem wprost z "perfekcyjnej niedoskonałości" Dukaja?

      Usuń
    4. Nie :) Nie słyszałem o tej książce :)

      Raczej to są moje osobiste rozkminy po przebrnięciu sporej ilości abstrakcji na studiach i ostatnio zajęć ze Złożoności Obliczeniowej (dla niewtajemniczonych http://pl.wikipedia.org/wiki/Z%C5%82o%C5%BCono%C5%9B%C4%87_obliczeniowa ) i ogólnego zainteresowania tematyką typu "Wielki Projekt" Hawkinga i podobnych.

      Usuń
    5. A jakby nawiązać kontakt z tym innym wszechświatem i uzyskać informacje o przyszłości? Można by ją wtedy zmienić za pomocą wolnej woli?

      Usuń
    6. Zasada zachowania informacji unimożliwia wykonanie takich obliczeń. Posiadając nawet taką maszynę niestety nie zdołalibyśmy obliczyć ani stanu poprzedniego ani przyszłego wszechświata, gdyż zwiększając ilość informacji wpływamy na otaczający nas stan rzeczy nieustannie go zmieniając. Podstawy Nauki o Informacji - Prawie każda Politechnika.

      Usuń
    7. A mi przychodzi częstokroć do głowy myśl, że właśnie nasz wszechświat jest taką maszyną zbudowaną przez kogoś do obliczenia przyszłości lub przeszłości własnego wszechświata lub jego zrozumienia. Oby się tylko nie przekonał, że jego wszechświat jest też taką maszyną i ciekawe kiedy my zbudujemy swoją aby się tym się dowiedzieć ;)

      Usuń
  5. Wierzący, nie wierzący, poszukujący, spójrz na strukturę, jak to wszystko harmonijnie jest zbudowane, organizmy żywe, materia nieożywiona, wszechświat - coś niesamowitego. Spójrz na człowieka - serce idealna pompa, żyły - przewody, nerki - filtr, nie wspomne o analogiach do rury wydechowej ;). Osobiście i świadomie - wierzę w Boga - bo tak jak ja świadomie jestem w stanie coś wykreować - proste urządzenie, cokolwiek - i jest w tym mój osobisty cel - tak uznaję wyższość istoty stwórczej którą jes Bóg - i która to świadomie stworzyła - także i mnie. Ale jestem też pełen podziwu dla człowieka - chyle czoła przed autorem za odwagę poszukiwań - wprawdzie twoje dywagacje mnie doprowadzają do zupełnie innych wniosków - ale widać że masz otwarty umysł i niedaleko jestes od Prawdy. Oburzysz sie może - ale ze szczerego serca zycze Ci jak najlepiej - szukaj, zadawaj pytania i obserwuj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Harmonijnie ? Wszechświat to jeden wielki morderca, czyhający na zabicie człowieka w ciągu nanosekundy, jeśli tylko znajdzie się po za tym mikroskopijnym obszarem, który akurat się dla niego nadaje.

      Nie zmienię światopoglądu hardkorowych kreacjonistów, ponieważ wykazują oni odporność na argumenty merytoryczne, po prostu nie przyjmują faktów do wiadomości. Mam jednak nadzieję, że choć trochę skłonię kogoś do refleksji.

      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Ciekawym jest uzmysłowić sobie, że każdy z nas obecnie żyjących zawdzięcza to nieprzerwanemu łańcuchowi 3 mld lat ewolucji. Nikt nie przerwał tego łańcucha abyśmy narodzili się my, tzn. każdy z naszych potomków, przodków(nawet jakiś mikro-ogranizm z wczesnych lat życia na ziemi) z replikował się bądź spłodził potomstwo, którego skutkiem jesteśmy obecnie my, głupio by było to zaprzepaścić więc i my spłodźmy następców. Tak naprawdę razem z innymi organizmami na ziemi jesteśmy jedną rodziną, kiedyś mieliśmy na najwcześniejszym etapie ewolucji wspólnego przodka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgodziłbym się jeśli mówić o prawdopodobieństwie życia w formie jaką znamy jako 1/nieskończoności, jednak prawdopodobieństwo powstania samej inteligencji wydaje mi się większe.

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety prawdopodobieństwo nie wynosi 1 przez bardzo dużo czyli nie równa się bardzo mało. Prawdopodobieństwo wynosi dokładnie 1, czyli 100% - jest to zdarzenie pewne, które nie mogło nie nastąpić bo świat musiałby być inny.

    OdpowiedzUsuń
  9. @up

    Autorowi chyba chodziło o prawdopodobieństwo z punktu widzenia początku wszechświata a nie z dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie do końca rozumiem zasadność Twojego cofania się pośród tych niezliczonych zdarzeń.
    Moją pierwszą myślą podczas czytania tego artykułu było to, że skoro istnieją pewne prawa rządzące wszechświatem i kiedykolwiek istniał punkt "0", od którego wszystko się zaczęło, to po owym początku nie było już alternatywnych dróg. Wszystko *musiało* potoczyć się tak, jak się potoczyło i przejść przez wszystkie stany minione, aż do stanu obecnego, kiedy piszę ten komentarz. Inaczej być po prostu nie mogło.
    Jeśli należy gdziekolwiek szukać wszystkich możliwych dróg ewolucji wszechświata, to tylko w tym punkcie "0" (i wtedy rzeczywiście mogłoby ich być nieskończenie wiele, ale z zupełnie innego powodu, niż opisany w artykule).
    Kiedy przeczytałem sekcję bonusową, zdziwiłem się, że Ty sam nie napisałeś tego, co ja tutaj. Napisałeś bowiem o przewidywaniu przeszłości na podstawie stanu obecnego, a przecież równie dobrze można by było przewidzieć stan obecny na podstawie każdego stanu "większego" od "0", więc nie ma mowy o jakimkolwiek prawdopodobieństwie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przepraszam z góry, że nie przeczytałem wszystkich komentarzy, ale naprawdę jest tego dużo :). Jeśli więc powtarzam to, co ktoś już napisał uznajmy, że po prostu to potwierdzam :)

    Po pierwsze-w bonusie napisałeś o komputerze, który mógłby obliczyć przyszłość. Ja pomyślałem o czymś prostszym-powiedzmy, o symulatorze jedzenia jabłka, który będzie zgodny z wszechświatem (pomijając samego siebie, argh) , czyli zbudujemy go na podstawie prawdziwego stołu, podłogi, jabłka i wszystkiego. Co będzie nam potrzebne? Wszystko :D! Cały wszechświat. Załóżmy, że mamy do dyspozycji maszynę kopiującą, która pozwala nam łamiąc wszelkie zasady skopiować coś bez pobierania materii, energii i w ogóle bez niczego (jak to się kurde włącza :P?). Kopiujemy sobie wszechświat sprzed pięciu dni do jakiegoś tam okresu, do którego zlimitujemy grę. Pomijam sterowanie i takie tam. Oto nasz symulator jedzenia jabłka!!! Najlepiej umieśćmy go między czwartym a szóstym wymiarem, bo nam obecny wszechświat szyki popsuje. Dobra, teraz czas zbudować symulator wszechświata działający w przód baardzo, bardzo daleko. Kopiujemy cały teraźniejszy wszechświat do naszego pustego kącika w innym wymiarze (tudzież wymiarach)... chwila, a co z naszą maszyną!? Przecież jest gdzieś (przepraszam, ale z wymiarami to było niepotrzebne mieszanie, powiedzmy, że trzymamy naszą skromną gierkę gdzieś otoczoną magicznym polem wszystkowym (ależ ja lubię neologizmy! I nawiasy! I zaczynanie zdań od 'I'!). Dobrze więc. Wróćmy do naszej maszyny. Jest ona kopią wszechświata we wszechświecie, czyli kopią siebie aargh! W tym momencie dochodzimy do ohydnej liczby nieskończoność :3.

    Druga sprawa o której chciałem napisać została już opisana przez, jak przed chwilą zauważyłem, anonima nade mną, w pełni się z tym zgadzam.

    Jako że podobno dożycie jakiegoś wieku nie jest osiągnięciem, którym powinno się chwalić i popierać swoje argumenty, być może to czego się dokonało przeliczone na punkty i w jakiś sposób podzielone/odjęte/czy co tam od wieku lub odwrotnie, jest właśnie takim elementem, więc pochwalę się, że mam 12 lat, żeby nie było, że mój post jest aż tak mało... mój :)
    Pozdrawiam, Mr Anonim :#

    PS: ojej, zgubiłem nawias :<. Wstawiam więc go tutaj, a temu, kto odnajdzie jego początek przyznaję 146 punktów "życiowych" w skali anonimskiej. Pozdrawiam )

    OdpowiedzUsuń
  12. Autor uważa, że drobna zmiana w przeszłości mogła nawet doprowadzić do do niezaistnienia naszego gatunku. Taka wizja jest dla mnie straszna. Naprawdę oznaczałoby to, że mało znaczymy.
    Ja jednak wolę stać na stanowisku, że istnieją pewne wytyczne i niezależnie od zdarzeń w przeszłości (no chyba że księżyc by na nas spadł) ludzie by powstali. Może nawet wasza ewolucja zawsze dożyłaby do powstania inteligentnych gatunków (w postaci ryb nawet), co nadal nie przeszkodziłoby w zaistnieniu świadomości każdego z nas, jednak w innym ciele.
    Chyba, że ewolucja zabrania wierzyć w świadomość jednostki, to przepraszam

    OdpowiedzUsuń
  13. Przepraszam jeśli napiszę jakąś głupotę, ale ja to widzę trochę inaczej.
    Skoro mamy prawdopodobieństwo jakiegoś zdarzenia (np. wygranie 6 w lotto) to choćby było dowolnie małe w danym punkcie czasu (jedno losowanie), to im większą ilością czasu (losowań) dysponujemy, tym większa szansa, że tę szóstkę w końcu trafimy. A zatem dysponując nieskończoną ilością czasu... muszą zajść wszystkie możliwe zdarzenia - czy nie tak?
    Można tu spytać, czy dysponujemy taką ilością czasu, i co jeśli czasu nie będzie. No ale wg mojego małego rozumku - jeśli nie ma czasu, to nie ma i żadnych "zdarzeń" więc wtedy cały problem znika ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Pamiętam jak się z księdzem w podstawówce kłóciłem, że nie ma wolnej woli. Chciał mi udowodnić, że Bóg dał nam wolną wolę mówiąc, że to my decydujemy czego np. chcemy się napić. Dla mnie było oczywiste to, że pijemy to co lubimy, na co nas w tym momencie stać, zgodnie z aktualnym stanem emocjonalnym i możliwościami.
    Czy gdyby wszechświat powstał od nowa a jego początki wyglądały tak samo to po jakimś czasie w tym nowym wszechświecie również pisałbym ten komentarz?
    Jestem pewny, że tak.

    OdpowiedzUsuń
  15. Odpowiadam na pytania: gatunków wyginęło 3 960 000 000 (bo jeśli 1% to 40 mln, to 100% = 4 000 mln = 4 mld, więc 100%-1% = 4 mld - 40 mln). Rysunku jakoś nie mogę wkleić, więc piszę: wystarczy, że będę mieć tego swojego syna z własną babcią.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem dżemem.

    OdpowiedzUsuń
  17. Czyli że cały artykuł jest dziełem przypadku i tyleż warty? Za bardzo cenię Autora, żeby uwierzyć mu w tę tezę.

    OdpowiedzUsuń